Mittwoch, 19. Januar 2011

Trial & failure ...

Well, I was hoping I can be back. I am missing blogging but there is no way - at the moment I cannot find time to write as I used to ... as I'd like to. Days are too short for being full time working mother, part time teacher, part time cleaner, cook, nurse (my boy's have been ill very often last year, broken bones and pneumonia included)... wife... let's forget lover and just woman. At the moment it doesn't work and if I'm to be frankly - there is only a small chance it could be better. Probably in three years ... (after the holy communion and first year in the secondary school of my younger son). I am still knitting, my project can be seen on Ravelry. Hope though to come back much sooner than in 2014. Regards!

Ich habe gehofft es handet sich nur um eine kurze Pause. Ich habe gehofft ich bin gleich wieder da. Nein, es sind keine Welten unetrgegangen, aber ich schaffe es einfach nicht alle meine Pflichten und Hobbies unter einen Hut zu bringen. Ehrlich gesagt schon alleine die Pflichten reichen vollkommen um einen 24Std. Tag auszufüllen - Arbeit, Kinder, Haushalt. Letztes Jahr haben wir einiges an Krankheiten gehabt, gebrochene Knochen inklusive. Neue Schule bei dem Großen - eine mittlere Katastrophe (deutches Schulsystem ist und bleibt für mich ein Buch mit sieben Siegeln, herrgott, wer hat das ausgedacht!?). Ich habe schon die Befürchtung, dass Zeit für mich sich erst nach der Ersten Kommunion des Kleinen und nach seinem ersten Jahr in der weiterführenden Schule finden wird - also 2014. Ich hoffe es klappt früher. Bis dahin kann man meine Strickprojete bei Ravelry sehen - ich schaffe sie einmal im Quartal zu aktualisieren ... Sorry!

Mialam nadzieje ze lepiej sie z tym uporam. Kierat niestety zwyciezyl. Miedzy praca, dziecmi, domem nie znajduje czasu na blog - szczerze mowiac chwilami wydaje mi sie ze jestem mimoza i sie nad soba rozczulam, gdy mysle ze po 8 h pracy plus sumarycznie 2 dojazdu w te i wewte, po odrobieniu lekcji z dziecmi, po dotarganiu ich na ewentualne kursy (nie za czesto), po ugotowaniu czegos zjadliwego, doprowadzeniu mieszkania do stanu uzywalnosci, wypraniu etc powinnam miec jeszcze dosc sily na pisanie. No - nie mam. Nie mam zupelnie. Poki co szanse na poprawe sa znikome - starsze dziecko ma nagle i niespodziewanie problemy w szkole, dosc spore. Jesli w miare przebrniemy przez ten rok i nie bedziemy musieli szukac innej szkoly - zacznie sie przygotowanie do Komunii u mlodszego. Potem zas czas bedzie szukac nowej szkoly dla tegoz mlodszego. A potem - jak uczy doswiadczenie - trzeba bedzie go wspierac i gonic, zeby nie przepadl w tej nowej szkole jak jego starszy Brat. Czyli kolo roku 2014 powinnam wreszcie miec czas dla siebie. Nie podoba mi sie to, ale poki co jest to niestety realistyczny cel. Moje projekty mozna obejrzec na Ravelry - udaje mi sie je aktualizowac raz na kwartal. Pozdrawiam! I przepraszam

2 Kommentare:

Brahdelt hat gesagt…

W takich momentach rozumiem siebie, dlaczego dokonałam wyboru, żeby nie mieć dzieci.
Powodzenia! *^v^*

Joanna hat gesagt…

wybory to do siebie maja ze nie mamy obiektywnych szans sprawdzic co by bylo gdybysmy zdecydowali sie inaczej :-).